Jakiego prezydenta potrzebujemy? Takiego, który zadba o wspólne dobro – państwo, które się sypie, co każdy już widzi. W sytuacji krytycznej (słusznie/niesłusznie?) szukamy jakiejś jednej reguły postępowania, która ma nas wyprowadzić z opresji.

Przychodzi mi na myśl reguła wg Michalkiewicza: „wy nie ruszacie nas – my nie ruszamy was”. Ta reguła miała się zasadniczo odnosić do SS, ale jak się okazuje, na zasadzie „rybnego smrodu”, rozniosła się ona również na całą administrację państwa. I tak, przykładowo zasądzają sobie polskie sądy, polską ziemię, z krzywdą polskich obywateli, na rzecz obywateli niemieckich. Temat wałkowany już wielokrotnie, niby prawo chroni tu Polaków, ale werdykty są inne! I "nie wiadomo o co tu chodzi". A gdzie są kontrole innych organów państwa, zgodnie z trójpodziałem władzy? Jakoś okrutny dla obywateli US, nie poczuł się tu w obowiązku do monitoringu sytuacji? Działa tu więc wspomniana wyżej reguła.

Zatem jakiego Prezydenta potrzebujemy? Takiego, który wyruguje z administracji państwowej w/w regułę „wy nie ruszacie nas – my nie ruszamy was”.

Który z obecnych kandydatów odpowiada temu zapotrzebowaniu?